PODYPLOMÓWKA Z MARKETINGU – CZY WARTO?

„Najbardziej aktualne informacje”, „wykładowcy-praktycy”, „nauka przydatnych umiejętności” –  oferty studiów podyplomowych z marketingu kuszą i nęcą… W końcu nowej wiedzy – zwłaszcza dla marketerów – nigdy za wiele. Tylko, czy warto poświęcić swój czas (i pieniądze) na kierunki związane z marketingiem, jeżeli już pracuje się w tej branży?

Moja odpowiedź.

Zapisując się na podyplomówkę, miałam już solidne marketingowe podstawy.  Pomyślałam sobie jednak: „Aaaa, czemu nie! Praktycznej wiedzy nigdy dość!” Można nawet powiedzieć, że byłam niezwykle podekscytowana swoją decyzją. Zwłaszcza, że na liście wykładowców kusiły nazwiska praktyków, takie jak Tkaczyk czy Miotk, których książki mam w swojej biblioteczce.

Tak więc, spragniona nowej wiedzy, rozpoczęłam nowy etap mojej edukacji.

Rzeczywistość.

W ciągu 10 zjazdów miałam okazję przejść przez program dosłownie „napakowany” różnorodnymi zagadnieniami. A wśród nich: PR, copywriting, SEO, WordPress, AdWords, gamifikacja, monitoring Internetu, mierniki efektywności, czy też elementy tworzenia strategii marketingowej. Warto przy tym nadmienić, że o tym, czy zajęcia były ciekawe, nie decydował temat, nazwisko czy wiedza prowadzącego. Bardziej liczyło się to, w jaki sposób potrafił on tę wiedzę przekazać i jakie było jego nastawienie do grupy. Niektórzy radzili sobie z tym świetnie, inni z kolei nawet nie zainteresowali się, kim jesteśmy i nie potrzebowali naszych imion, czy profesji. Odnoszę wrażenie, że byliśmy dla nich kolejną „grupą X”, którą „czegoś trzeba nauczyć”.

Najmilej wspominam zajęcia z Tomkiem Bobrowskim i Arturem Jabłońskim – to osoby, które naprawdę przygotowały się do zajęć, „męczyły nas” angażującymi zadaniami i potrafiły utrzymać naszą atencję – a wierz mi, że nie zawsze było łatwo usiedzieć przez kilkanaście godzin w czasie weekendu.

Wiedza?

Różnorodna. Niektóre zagadnienia omówione szczegółowo, inne dość pobieżnie. Generalnie, ze względu na różnorodny poziom grupy, niekiedy wiedza była przekazywana „od podstaw”. Przyznam szczerze, że w takich momentach umierałam z nudów i choć wstyd to przyznać, na kilku zajęciach zdarzyło mi się ukradkiem czytać książkę na Kindle, bo głupio było mi z nich wyjść…  W tym miejscu zwracam jednak honor niektórym wykładowcom, którzy potrafili w taki sposób poprowadzić zajęcia, aby zarówno laik, jak i osoba, która już „coś tam wie” były równie usatysfakcjonowane. Jestem pełna podziwu, naprawdę.

Pracujesz w marketingu?

Nie idź na studia podyplomowe z marketingu.

Chcąc dalej rozwijać swoją pasję do marketingu, lepiej zainwestuj pieniądze w porządny kurs dotyczący konkretnego zagadnienia, po którym na pewno opanujesz je o wiele lepiej.

Perspektywa studiów jest kusząca – wiem, bo sama przez to przechodziłam. Nie żałuję, że poszłam na tę podyplomówkę, bo gdybym ostatecznie się na nią nie zdecydowała, pewnie i tak cały czas chodziłaby mi po głowie. A tak… Uporządkowałam swoją wiedzę, dowiedziałam się o kilku nowych, ciekawych rozwiązaniach i miałam okazję poznać interesujących ludzi, pełnych naprawdę różnorodnych pasji.

A co sądzą inni?

Żeby nie było tak szaro-buro, wklejam nieco bardziej optymistyczne wypowiedzi osób, które także skończyły podyplomówkę z marketingu.

Kasia, Innooka.pl, studiowała razem ze mną:

Studia podyplomowe z pewnością dały mi wiele inspiracji i motywacji. Jeśli chodzi o przekazaną wiedzę – nie było tego zbyt wiele, może dlatego, że idąc na nie, miałam już pewne doświadczenie i pakiet samodzielnie zdobytej wiedzy. Studia pomogły mi wszystko poukładać i spowodowały, że czuję się pewniej w branży. Mimo wszystko branża marketingowa jest bardzo specyficzna – wymaga ciągłego samokształcenia, interesowania się nowinami i trendami. Przy rekrutacjach nikt o „papier” nie pyta, tylko sprawdza znajomość bieżących zagadnień. Dlatego nigdy nie można spocząć na laurach, bo wiedza z uzyskanych studiów dość szybko może się zdezaktualizować.

Natalia, skończyła aż dwie podyplomówki związane z marketingiem i PR:

Studia podyplomowe są świetnym rozwiązaniem dla osób, które chcą poszerzyć swoją wiedzę teoretyczną, a wiedzę praktyczną wykorzystać w swoim życiu zawodowym. Poniekąd są też dla osób, które potrzebują zewnętrznej stymulacji do poszerzania swojej wiedzy. Skończyłam dwa kierunki na studiach podyplomowych, oba sprawiały mi wiele satysfakcji, poznałam wspaniałych ludzi, a także pokazały mi one możliwości, które mogę wykorzystać w codziennej pracy. Szczerze polecam Wszystkim, którzy chcą zrobić coś dla siebie!

Czas rozwijać się dalej, ale już nie na studiach podyplomowych. Muszę wymyślić dla siebie coś innego ;)

Facebooktwittergoogle_pluslinkedin

  • martoolla

    Z doświadczenia wiem, ze dzisiaj studia to dno. Ważniejsze sa głupie papierki ze szkoleń 2-3,dniowych z których i tak noc nie wynosze-niż strata 5/3/2 lat na studiach. Mam 3fakultety, a i tak każdy pyta „ok, ale jakies inne szkolenia?” I wtedy szlag mnie trafia, bo pp cholerę traciłam ten czas na dyplomy? Dzisiaj poszlabym od razu na zaoczne lub chyba gorsze, wyjechałabym stad na amen!